data publikacji: 7 listopada 2014, dodał: Łukasz 744 odsłon 

P-38 Lightning

Historia modelu zaczyna się w 2011r. kiedy mi odbiło, żeby zbudować dwusilnikowy model kombat. Wybór był prosty. P-38 podobał mi się od zawsze więc bez zastanawiania się zamówiłem cały osprzęt do modelu i wziąłem się za robotę. Jak to wyglądało, można zobaczyć na forum ACES:

http://www.aircombat.pl/ACES/forum/viewtopic.php?t=738

Dla niecierpliwych gotowe linki do galerii na naszym fanpage FB:

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.1

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.2

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.3

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.4

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.5

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.6

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.7

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.8

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.9

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.10

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.11

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.12

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.13

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.14

P-38 Lightning Aircombat RC

Galeria cz.15

Początkowo model miał być napędzany dwoma silnikami Os Max 15LA, które akurat były bezrobotne. W momencie, kiedy zobaczyłem w sprzedaży dosyć tanie silniki ASP S15A, o których wcześniej słyszałem wiele dobrego, zmieniłem zdanie i zamówiłem dwa takie egzemplarze. Ich historia opisana jest w innym wątku >> Silniki ASP S15A

W końcu nadeszła ta chwila. Emocje nie do opisania ze względu na jedną, wielką niewiadomą. Model robiony bez planów, proporcje brane z rzutów oryginału znalezionych w necie i do tego dwa silniki ASP S15A różniące się trochę parametrami i zachowaniem. No nic, trzeba to jakoś dźwignąć.

Najpierw wyregulowaliśmy każdy silnik z połową paliwa w zbiorniku, następnie złożyliśmy model do kupy, wypchnęliśmy z tajnego hangaru i po zatankowaniu zbiorników odpaliliśmy obydwa silniki. Po krótkiej rozgrzewce ładnie zagrały na pełnym gazie wiec rad nie rad… trzeba lecieć. Mój model więc ja miałem się wcielić w rolę oblatywacza a ojciec na razie w rolę katapulty. Tak wyrzucił model, jakby chciał za nim polecieć ale po takim starcie nie miałem nic do roboty. Model wznosił się wzorowo. Do czasu… Do czasu, kiedy zaczął lekko skręcać. Przyznam, że próba przeciwdziałania temu zjawisku za pomocą lotek trochę mnie zaskoczyła ale zakończyła się pełnym sukcesem, zarówno w wyrównaniu lotu jak też wypełnieniu pampersa. Z tym, że to ostatnie trwało zdecydowanie krócej. Po prostu nie spotkałem się dotąd z tak gwałtowną reakcją na lotki. Oczywiście komentowałem to dosyć głośno ale zacytować się nie da z oczywistych względów. Z resztą po co? I tak pewnie każdy zgadnie, jakie wyrazy padały.

Po kilku zakrętach w obie strony okazało się, że „nie taki diabeł straszny”. Owszem, model bardzo gwałtownie reaguje na lotki ale powoduje to tylko szybkie obracanie się bez zmiany kursu. Zero bezwładności. Każde szybkie wychylenie lotek powoduje gwałtowną reakcję a powrót drążkiem do neutrum natychmiastowe zatrzymanie obrotu. Wystarczy łagodniej wychylać drążek i sterowanie staje się bezproblemowe. Ojciec widząc takie zachowanie modelu powiedział: zrób beczkę z pełnym wychyleniem. Wiśta wio…łatwo powiedzieć, to znaczy – łatwo wychylić drążek. Zanim się zorientowałem, co się dzieje, i puściłem drążek, model zrobił beczek: sztuk dwie. Trwało to z górą sekundę. Wiedziałem, że do oblotu włączone mam D/R na 60% ale o  ustawionym EXPO w okolicach neutrum już nie. Stąd taka reakcja w skrajnym wychyleniu. Mój komentarz był identyczny jak poprzedni. Po oswojeniu się z szybkością rotacji sprawdziłem jak zachowuje się w beczkach o przeciwnych kierunkach. Nie zauważyłem różnicy w szybkości obracania się. Wygląda na to, że ustawienie kątów silników jest dobre. Model w prostym przelocie nie uciekał wyraźnie na któryś bok ani nie miał tendencji do nurkowania czy zadzierania.   Zabrałem się więc za sprawdzenie reakcji na ster wysokości. Na początku ostrożnie. Reakcja jak najbardziej prawidłowa, żadnego zrywania strug ale dokładniej trudno było sprawdzić bo jeden z silników w ciasnych pętlach wyraźnie zwalniał więc specjalnie nie poszalałem. Miałem obawy, że zgaśnie a chciałem jak najdłużej polatać bo póki obydwa silniki ładnie grały na pełnym gazie, zachowanie modelu było idealne. Przyjemność z takiego latania …. eeeeeeee nie, tego się nie da opisać. W końcu niechętnie dałem nadajnik ojcu a sam przejąłem aparat. Oczywiście zgodnie z prawem pana M., bateria w aparacie ledwo żyła. Nakręciłem więc kilka krótkich sekwencji, jak model nadlatuje w naszym kierunku. Równie oczywiste jest, że nie włączyliśmy timera więc lądowanie nie nastąpiło po celowym zatrzymaniu silników. Jeden z nich zgasł  bo mu się odrobinę wcześniej skończyło paliwo. Okazuje się, że nie jest tak prosto sterować w sytuacji, gdy jeden z silników jeszcze pracuje ale dobrze rozgrzany, ma zbyt wysokie obroty jałowe. Mimo to udało się jakoś szczęśliwie wylądować. Wniosek jest taki, że przy dwóch silnikach trzeba się dobrze przyłożyć do ich regulacji zarówno na najwyższych jak też najniższych obrotach. Jeśli bowiem nie uda się w czasie lądowania jednocześnie  zatrzymać obydwóch silników i zgaśnie tylko jeden, drugi musi mieć tak wolne obroty, żeby nie miały większego wpływu na stateczność poprzeczną.

Filmik z lotu w „Krainie Łowców”

Wrzuciliśmy kilka zdjęć z akcji oblotu, natomiast film sklecony jest z tego, co złapaliśmy podczas dwóch lotów. Udało się nakręcić start i próby bliskiego i dosyć niskiego przelotu nad naszym lądowiskiem. Momenty lądowań  umknęły ze względu na stan baterii w aparacie ale żadna strata bo i chwalić się nie ma czym. Lądowanie z jednym silnikiem nie wygląda rewelacyjnie. Można to sobie wyobrazić na podstawie zdjęć, przedstawiających lekko wgniecione, robocze maski, specjalnie założone do oblotu. Dlatego postanowiliśmy na razie wymienić silniki na stare, poczciwe ale pewnie pracujące Os Max 15LA. Jak będzie model z nimi latał? Zobaczymy – pewnie wolniej i spokojniej. ASP muszą jeszcze trochę popracować oddzielnie. Część ścieżki dźwiękowej jest momentami trochę zmodyfikowana ze względu na konieczność usunięcia wyrywających się od czasu do czasu,  niezbyt subtelnie wyrażanych oznak emocji. Tak bywa podczas pierwszych lotów nowego modelu. Chyba jednak lepsze w tym wypadku jest nieudolne pogrzebanie w ścieżce dźwiękowej niż wstawienie muzyki. O ile jakoś można to z różnych względów przeboleć przy prezentacji modelu jednosilnikowego (czasem nawet jest to wręcz wskazane), to zastąpienie dźwięku pracujących jednocześnie dwóch silników spalinowych choćby nie wiem jakim podkładem muzycznym jest niewybaczalnym przegięciem.

Do góry